Archiwum z Lipiec 2009

h1

Resztka ciasta (odsłona pierwsza).

Lipiec 8, 2009

Można rzeźbić czaszki, macki, podkowy albo czekać aż zastygnie i pstrykać bratu w figurki do LoTRa…

Można też tak, jeśli macie pod ręką choć jedno narzędzie z radełkowanym chwytem.

Rozpłaszczamy resztkę ciasta, aż osiągnie pożądany kształt i grubość…

…wilżymy lub talkujemy uchwyt wybranego narzędzia i wałkujemy nim placek…

… jednym śmiałym ruchem, z dosyć mocnym dociskiem.

A po co komu takie coś? U mnie robi za stalową kratę i jest motywem wspólnym podstawek PanOceanii.

Pozdrowienia :D

h1

Kierownica od Autocannona

Lipiec 8, 2009

Szlag mnie trafił już za pierwszym razem, gdy przyklejałem ten element, a potem jeszcze wielokrotnie przy ponawianych próbach, i jeszcze potem przy transporcie figurki i graniu. Rura jest wiotka i ciągle mi się zgina albo urywa :/
Jeśli macie podobny problem, proponuję zastąpić ją drutem 0,9 mm, niezbyt twardym. Mam ten luksus, że dysponowałem drugą, by odgapić wygięcie; jeśli macie tylko jednego pana z autodziałkiem, zacznijcie od odrysowania kształtu obręczy na papierze.

Najpierw wyciąłem z niej dłoń i przewierciłem w niej otwór, mniej więcej wzdłuż osi trzymanego kawałka tury. Potem wywierciłem dwie dziury w korpusie działka, głębszą (ok. 1,5 mm) od strony celownika i płytszą (niecały milimetr)od przeciwnej. Nasz drut musi być rzecz jasna przedłużony o te wartości przy końcówkach, inaczej nie będzie czego w dziury wklejać. Posługując się wzorcem, okrągłymi szczypcami i zwykłymi kombinerkami, wygiąłem drut w trzech miejscach, by przypominał dolną część obręczy i nanizałem na to (od prostego końca) przewierconą dłoń. Trzeba to zrobić na tym etapie, bo inaczej nie przejdzie potem przez zgięcia. I jeszcze: jeśli skorzystacie z tego przepisu, dajcie baczenie, by nie założyć dłoni kciukiem do dołu (wiem, mam dziś dzień ostrzegania przed głupimi rzeczami ;-) .




Pozostało dogięcie drutu jak trzeba i skrócenie do potrzebnej długości. Następnie musiałem z powrotem go trochę rozgiąć, by wmanewrować oboma końcami w odpowiednie otwory. Wkleiłem obręcz najpierw w głębszy otwór, poczekałem aż zwiąże, założyłem klej na przeciwny koniec i dogiąłem go z powrotem na miejsce, delikatnie, by nie urwać pierwszej spoiny (warto jedna ręką przytrzymać działko w palcach i górny odcinek obręczy owiniętymi kombinerkami, a drugą, uzbrojoną w okrągłe szczypce, powoli doginać; odradzam zbyt twardy drut). Tak przygotowane działko przypinowałem do ramienia, a potem przymierzyłem lewą rękę, by ustalić gdzie dokładnie dłoń ma chwytać obręcz. Gdy wszystko było jasne przykleiłem dłoń do obręczy i lewą rękę do ramienia, to drugie na sztyfcie.

Jedynym mankamentem tej metody jest to, że w dłoni nie wystarcza miejsca na więcej dziur, więc akurat lewego nadgarstka nie da się spinować. Tym niemniej, nie ma co popadać w paranoję, myślę, że można polegać na solidnym pinie w lewym ramieniu i obręczy mocno osadzonej w korpusie działka.

Ostatnia przestroga na drogę: otworek w hamulcu wylotowym autodziałka jest przesunięty względem osi lufy! Było tak we wszystkich trzech, więc jest pewnie we wszystkich; zanim weźmiecie się za rozwiercanie lufy, zaznaczcie sobie skorygowany punkt pod wiertło.

h1

Wielcy Źli Szkoci

Lipiec 6, 2009

Zabawne, ale skończyłem te konwersje na dwa dni przed tym, jak CB wypuściło nowe pudło Galwegianów ;-)

Po pierwsze, jakoś nie podobała mi się nigdy obecność długiej broni siecznej w Infinity, zwłaszcza, że akurat u Szkotów cholernie przesadzili z rozmiarem. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam klingi wszelkiej maści, niektórymi lubię się tłuc, marzę o pielgrzymce do grobu Liechtenauera i tak dalej, ale akurat w tym świecie wszystko oprócz noży mi zgrzyta…
Wielonarodowy charakter Ariadny przyszedł z pomocą: zakładam, że pewnego razu Szkoci upili się ze zwiadowcami ze Specnazu i zaimponowało im nader kreatywne zastosowanie saperek w tych oddziałach. Oddali więc Claymory na żyletki i przerzucili się na walkę łopatami; po całkowitym wytrzeźwieniu, niektórym pomysł nie wydawał się już taki rewelacyjny, ale duma kazała wytrwać.
Doszli zresztą do wniosku, że wściekły, rudy, wywijający saperką maniak wzbudza znacznie większą trwogę, niż zwykły barbarzyńca z długim mieczem.

Po drugie, chciałem mieć dwóch Szkotów z czajnikami (czyt: czejn rajflami). Zdobyłem broń odcinając od niej żyletką rękę pani Muttawi i kombinowałem, co zrobić, by fajnie wyglądała na tej figurce z wyraźną chorobą stawów kończyn dolnych. Pierwszy pomysł był taki, by facet trzymał broń lufą w górę obiema rękami, ułożonymi z grubsza jak w oryginale. Potem przyszedł mi do głowy ten eksperyment z saperkami, więc ustawiłem broń lufą w dół, w opuszczonej prawej ręce. Ułożyła się niemal idealnie wzdłuż nogi, między fałdami kiltu. Zwolnioną lewą rękę zostawiłem w zamachu (choć nadal nie łapię, po co komu taki głęboki zamach).
Żeby nie mnożyć problemów, postanowiłem spinować czajnik do ciała, a przedramię, jako że lżejsze, przykleić tylko do chwytu broni i łokcia. Wywierciłem płytkie otwory (milimetr- półtora) w zaciśniętej prawej dłoni Szkota, od góry i dołu. Wyciąłem środkowy fragment chwytu, zostawiając tyle, by pasowało do otworów w dłoni i rozgiąłem kabłąk (niestety, straciłem zdjęcia z tego etapu pracy ). Okazało się, że trzeba lekko zeszlifować broń, by sensownie ułożyć przedramię (chain na bardziej skomplikowany kształt niż ręka, więc łatwiej jego dopasować do niej niż odwrotnie). Przykleiłem przedramię do broni i dogiąłem kabłąk, celując w drugą z dziur w dłoni. Potem pozostało wywiercić dziury pod pin, mocujący czajnik z ręką do brzucha Szkota.


Saperki powstały ze starej karty magnetycznej. Wyciąłem kształty mniej więcej, oszlifowałem, naciąłem ostrza wzdłuż przez środek i zgiąłem lekko. Jedna z łopat miała być w pozycji spoczynkowej, więc dokleiłem od wewnątrz trójkątny kawałek cieńszej karty magnetycznej (telefoniczna dobrze się nadaje) i na to nakleiłem przyciętą rękojeść miecza oderżniętego od plecaka tego Szkota z czajnikiem. Drugą łopatę chciałem mieć w układzie roboczym, więc przewierciłem w ostrzu dziurę i przykleiłem je do spinacza, zgiętego pod kątem prostym i uciętego tuż za zgięciem. Powstały ząbek wszedł w dziurę, wzmacniając całość.

Dokleiłem też z boków dwa małe kawałki cienkiego plastiku, by się upewnić, że będzie trzymało. Nie skracałem spinaczowego trzonka od razu, nie mając pojęcia, ile właściwie będzie potrzebne. Pozostało wypełnić powstałe przy zginaniu ostrzy szczeliny ciastem i było po krzyku.

Długo móżdżyłem, gdzie najlepiej zawiesić saperkę Szkotowi z czajnikiem, aż padło na lewą szelkę plecaka. Nałożyłem na figurkę trochę ciasta i na chwilę wepchnąłem zwilżoną saperkę na miejsce. Wypełniacz jest w tym miejscu mało widoczny, bo zasłania go lewa ręka modelu i udaje fałdę kiltu, głównie dlatego zresztą umieściłem łopatę właśnie tu. Przykleiłem saperkę i nałożyłem przy zgięciu trzonka małą kulkę ciasta, rozpłaszczając ją wykałaczką w pierścień. Gdy stężał, dołożyłem dwa paski, biegnące do szelki. Ten prostszy był skończony.


Od prawej reki tego drugiego odciąłem rękojeść miecza przy kciuku i wywierciłem tam otwór pod trzonek saperki, celując tak, by był w jednej osi z głowicą miecza, która wystawała z drugiej strony. Wydawał się trochę płytki, jak na mocowanie odstającego elementu, ale głębiej bałem się wiercić, by dłoń się nie rozpadła :-/ Włożyłem w otwór kawałek drutu i przymierzałem przedramię do łokcia, by mieć pojęcie, jak ułoży się saperka. Wybrałem optymalne położenie i przypiąłem element do reszty modelu. Pozostało przyciąć trzonek, przykleić i nałożyć nań nieco ciasta, udającego uchwyt (zacieranie śladów; spinacz miał mniejszą średnicę niż rękojeść Claymora). Początkowo zamierzałem przykleić saperkę spodnią stroną ostrza w dół, ale jakoś kiepsko to wyglądało, więc zrobiłem na odwrót. Dodatkowa korzyść jest taka, że, patrząc na Szkota od przodu, można dostrzec detale na ostrzu saperki.


FREEDOOOM!!

Większe powierzchnie kleiłem przezroczystym Poxipolem 10 min. a mniejsze cyjanoakrylem Pattex S.O.S. (polecam, wygląda jakby miał zaschnąć w tubce po pierwszym użyciu, ale trzyma się świetnie i używa wygodnie). Użyte ciasto to dwuskładnikowy kit hydrauliczny Technicoll. Lubię go ze względu na dużą lepliwość, krótki czas wiązania (ok. 30-40 minut) i znaczną twardość potem.


h1

Specnaz

Lipiec 3, 2009

Mam talent do utrudniania sobie życia… pomyślałem, że skoro Szkoci po pijaku zapożyczyli saperki od Specnazu, to głupio by było, gdyby ci drudzy ich nie nosili.
Feler w tym, że Zwiadowców miałem już pokonwertowanych i gotowych do malowania, więc kombinowałem tak, by saperki dodać możliwie małym wysiłkiem ;-)

Najpierw należało je jednak zrobić, więc powycinałem znów nieco karty magnetycznej.


Jedną spróbowałem zrobić możliwie podobną do sprzętu, którego Specnaz rzeczywiście używa, więc dodałem jej stały trzonek z wykałaczki i dołożyłem więcej ciasta.

Ta poszła na podstawkę snajpera. Kilka minut wybierałem miejsce, chcąc, by była widoczna, ale nie za bardzo i by nie przeszkadzała w chwytaniu za podstawkę.

Z drugą było ciut więcej roboty, bo postanowiłem umieścić ją w ręce pani Zwiadowiec z e/maulerem.

Nie odeszło się bez oderwania przedramienia; odciąłem głowicę i większość drzewca tego czegoś, zostawiając kawałek wystający z dłoni. Drzewce skróciłem i wkleiłem w otwór, wywiercony między palcami; dłoń miała być obrócona o 90 stopni w stosunku do oryginału i opierać się na poprzeczce, wieńczącej trzonek saperki.


W drugim końcu starego drzewca e/młotka wypiłowałem mały schodek i tam wkleiłem ostrze. Przedramię przypiąłem nowym pinem do łokcia a lekko ścięty czubek ostrza do drugiego dna podstawki i obłożyłem ciastem, by się to wszystko w miarę trzymało. Wzmocniłem nim też lekko spoinę między trzonkiem a ostrzem. Wyszło nawet nieźle, tyle, że model stracił broń, więc położę mu w tej kałuży na podstawce minę przeciwpancerną ze starego zestawu niemieckich saperów Revella, jak tylko to draństwo znajdę.

Tymczasem zostałem z głowicą e/maulera. Dokleiłem do niej kawałek spinacza, a nań mały papierowy prostokąt i porcję ciasta, by udawały płytkę, widoczną na trzonku i to takie coś, za co figurka go trzymała.

Miałem znów e/mauler i żal mi było nie mieć Zwiadowcy z tą bronią, więc zrezygnowałem z wręczania saperki trzeciemu, temu w masce (i tak nie mogłem wymyślić, gdzie by dobrze wyglądała), by zastąpić ją maulerem na podstawce: chciałem go w nią wbić pod kątem, gdzieś przy stopach modelu, by tworzył minimalną przeciwwagę dla silnie wychylonej figurki. Nie mogłem się jednak zdecydować na optymalne miejsce i pomysł upadł. Umocowałem go więc za prawym ramieniem, pod mniej więcej takim kątem do poziomu jak lufa sztucera i muszę powiedzieć, że bardzo mnie to satysfakcjonuje estetycznie :-) . Mocowanie jest trochę oszukane, bo uciąłem drzewce e/młotka nieco za długie, zgiąłem jego końcówkę i wkleiłem ją w głęboką dziurę wywierconą w łopatce figurki, zacierając potem ślady ciastem ułożonym w dodatkowa fałdę pałatki. Dodałem też ciastowy pasek, który udaje, że trzyma mauler przy plecaku.

Kosztowało trochę dodatkowej pracy, ale posiadam teraz parę modeli uzbrojonych na odwrót, o czym, pozostaję w nadziei, będą zapominać przeciwnicy ;-D

Czwarty Zwiadowiec wymaga dodatkowego komentarza, bo to oczywiście była Uxia. Dążę do skompletowania pełnego stanu wszystkich jednostek Ariadny, które mogą infiltrować, więc idealnym dodatkiem do istniejącej trójki był Scout z Boarding Shotgunem.

Najważniejszą sprawą było ugięcie nóg i opuszczenie prawej ręki; jedno i drugie odciąłem; nogę w biodrze, rękę w łokciu, uprzednio oskrobawszy przedramiona ze swetra.



:-P

Przygiąłem też lekko lewą nogę w biodrze, by postać wyglądała na pochyloną, po czym wyrwałem spory kawałek metalu spod kolana pilnikiem, zgiąłem nogę, wypełniając zamykającą się szczelinę klejem. Na koniec uzgodniłem położenie stopy i przykleiłem nową nogę na sztyfcie. Niestety nie pomyślałem, że przy takim zabiegu konieczne jest lekkie skrócenie uda, by całość zachowała proporcje. W połączeniu z tym, że zgięcie wyszło mi trochę poniżej kolana, dało to kilometrowe udo i dziwnie krótką łydkę.

Nie do końca udało się wybrnąć; usunąłem części nagolennic poniżej kolan i przedłużyłem je trochę w górę za pomocą ciasta, po czym oszlifowałem powstały nakolanek tak, by sugerował, że noga jest zgięta wyżej niż w rzeczywistości. Na koniec dodałem na wysokości kolan te śmieszne poduszki, które mają na stawach stare modele Ariadny. Pogrubiłem też nieco uda Uxii, by przywrócić nieco proporcje. Nadłożyłem jej też nieco pośladków, bo przez to pochylenie, jakby zupełnie straciła krągłość w tym rejonie ;-P

Z ręką nie było problemów, najpierw przykleiłem dłoń ze śrutówką, potem przedramię do łokcia, oba kawałki na sztyftach. Lufę skierowałem w dół, taki był chyba najlepszy kompromis między fajnością a funkcjonalnością. W ramach wzmacniania spoiny napchałem ciasta między napierśnik a rękę od spodu i góry, formując ją w kształt kolby opartej w łokciu. Nałokcice ukryłem pod ulepionymi podwinięciami rękawów.

Pozostała sprawa pałatki; usunąłem z grubsza kucyki i czapkę, nadłożyłem ciasta, by zrobić normalne czoło i, gdy zastygło, zacząłem kombinować nad pałatką. Plan był taki, żeby była mocno pofałdowana, zasłaniała naramienniki i trochę łokcie, ale za to odsłaniała plecy, bo żal mi było zakrywać fajny kawałek rzeźby. Rozwałkowałem kawałek ciasta plus minus w kształt półkola, nałożyłem na kark i ramiona, a za pomocą ołówka z wyłamanym grafitem ukształtowałem go w obszerne fałdy, starając się, by nie był nigdzie cieńszy niż milimetr. Mordowałem go, póki nie stężał na tyle, że się nie dało ;)



Potem dodałem kaptur. Pracowałem głównie wykałaczką i zadbałem od głębokie podcięcie między kapturem a głową, by było miejsce na ewentualne włosy. Wyszedł mi znacznie za duży, więc kilkukrotnie startowałem do niego z pilnikiem, aż zmalał do sensownych rozmiarów. Całościowy efekt wyglądał nie dość powiewająco, więc dodałem dodatkowe fałdy wzdłuż brzegów, zaginając je na ostrzu nożyka. Ustaliłem, że wiatr wieje na figurkę z jej prawej strony; na pewno nie cała pałatka sugeruje właśnie ten kierunek, ale to moja pierwsza próba z rozwianym materiałem ;-)

Przedostatnim elementem konwersji, była chusta na twarz. Nałożyłem na figurkę trójkątny kawałek ciasta, dość cienki, by odznaczał się np. nos, i wepchnąłem dwa z jego końców pod brzegi kaptura. Fałdy dodałem cienką, okrągłą drzazgą, przyciskając jej czubek do powierzchni ciasta (ostrym końcem w stronę brzegu kaptura). Próbowałem zachować kierunek wiatru, wyszło mniej więcej.
Na koniec zostawiłem element, który budził we mnie obawę – włosy. W życiu nie próbowałem zrobić luźnego kosmyka włosów :-/ Zacząłem od bardzo cienkiego (ok. o.2 mm) kawałka ciasta, który wcisnąłem pod brzeg kaptura. Pozwoliłem mu stwardnieć i zalałem spoinę cyjanoakrylem.

Potem nałożyłem na to kolejny cienki płatek ciasta i nożem podzieliłem go na poszczególne pasma włosów, tak samo postępując z drugą stroną pierwszego kawałka ciasta. Gdy i to stwardniało, dodałem kilka niesfornych kosmyków z pojedynczych nitek ciasta, wepchniętych pod brzeg kaptura. Na koniec wzmocniłem wszystko smarując lekko superklejem.

Niestety, całe moje rzeźbienie opiera się głównie na czekaniu aż masa stwardnieje, by móc dodać następną jej odrobinę – niczego nie umiem akceptowalnie zrobić bez twardej podstawy. Szczerze podziwiam artystów, którzy wyciągają całe postaci z wciąż miękkiego tworzywa. Jakieś czary, ani chybi.
Po przyklejeniu do podstawki pozostało jeszcze dorobienie typowo ariadniackich podeszew; ułożyłem wokół buta wałek z ciasta ze zgrubieniami w dwóch kluczowych miejscach (za palcami i na zapiętku) i rozpłaszczyłem na bucie, nadmiar spychając w dół i rozsmarowując na podstawce.

Model trochę pracy kosztował, więc gdy przyszło do dodawania saperki, zdobyłem się jedynie na przyklejenie wyciętego ostrza do kawałka drutu z gałką na czubku i umocowanie tego przy pasku. Z rozpędu zrobiłem jeszcze szczątkowy pendent.
Ekipa zwiadowców czeka na warstwę farby. W planach mam pomalowanie ich pałatek w szkocką kratę :-D To kolejny skutek tej pamiętnej ruso-celtyckiej popijawy, jakby się kto pytał ;-)

h1

Wybebeszona zapalniczka

Lipiec 3, 2009

Recykling inaczej :P

Podczas jednego spaceru, można zebrać tuzin, a chowają w sobie masę skarbów.
Polecam zwłaszcza wersje do powtórnego napełniania, te chowają więcej.

Jedna z części świetnie się nadaje na łuski dużego kalibru, wszystkie mile wzbogacą makietę s-f.
Pozdro Pogodynie :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.