h1

Resztka ciasta (odsłona pierwsza).

Lipiec 8, 2009

Można rzeźbić czaszki, macki, podkowy albo czekać aż zastygnie i pstrykać bratu w figurki do LoTRa…

Można też tak, jeśli macie pod ręką choć jedno narzędzie z radełkowanym chwytem.

Rozpłaszczamy resztkę ciasta, aż osiągnie pożądany kształt i grubość…

…wilżymy lub talkujemy uchwyt wybranego narzędzia i wałkujemy nim placek…

… jednym śmiałym ruchem, z dosyć mocnym dociskiem.

A po co komu takie coś? U mnie robi za stalową kratę i jest motywem wspólnym podstawek PanOceanii.

Pozdrowienia :D

h1

Kierownica od Autocannona

Lipiec 8, 2009

Szlag mnie trafił już za pierwszym razem, gdy przyklejałem ten element, a potem jeszcze wielokrotnie przy ponawianych próbach, i jeszcze potem przy transporcie figurki i graniu. Rura jest wiotka i ciągle mi się zgina albo urywa :/
Jeśli macie podobny problem, proponuję zastąpić ją drutem 0,9 mm, niezbyt twardym. Mam ten luksus, że dysponowałem drugą, by odgapić wygięcie; jeśli macie tylko jednego pana z autodziałkiem, zacznijcie od odrysowania kształtu obręczy na papierze.

Najpierw wyciąłem z niej dłoń i przewierciłem w niej otwór, mniej więcej wzdłuż osi trzymanego kawałka tury. Potem wywierciłem dwie dziury w korpusie działka, głębszą (ok. 1,5 mm) od strony celownika i płytszą (niecały milimetr)od przeciwnej. Nasz drut musi być rzecz jasna przedłużony o te wartości przy końcówkach, inaczej nie będzie czego w dziury wklejać. Posługując się wzorcem, okrągłymi szczypcami i zwykłymi kombinerkami, wygiąłem drut w trzech miejscach, by przypominał dolną część obręczy i nanizałem na to (od prostego końca) przewierconą dłoń. Trzeba to zrobić na tym etapie, bo inaczej nie przejdzie potem przez zgięcia. I jeszcze: jeśli skorzystacie z tego przepisu, dajcie baczenie, by nie założyć dłoni kciukiem do dołu (wiem, mam dziś dzień ostrzegania przed głupimi rzeczami ;-) .




Pozostało dogięcie drutu jak trzeba i skrócenie do potrzebnej długości. Następnie musiałem z powrotem go trochę rozgiąć, by wmanewrować oboma końcami w odpowiednie otwory. Wkleiłem obręcz najpierw w głębszy otwór, poczekałem aż zwiąże, założyłem klej na przeciwny koniec i dogiąłem go z powrotem na miejsce, delikatnie, by nie urwać pierwszej spoiny (warto jedna ręką przytrzymać działko w palcach i górny odcinek obręczy owiniętymi kombinerkami, a drugą, uzbrojoną w okrągłe szczypce, powoli doginać; odradzam zbyt twardy drut). Tak przygotowane działko przypinowałem do ramienia, a potem przymierzyłem lewą rękę, by ustalić gdzie dokładnie dłoń ma chwytać obręcz. Gdy wszystko było jasne przykleiłem dłoń do obręczy i lewą rękę do ramienia, to drugie na sztyfcie.

Jedynym mankamentem tej metody jest to, że w dłoni nie wystarcza miejsca na więcej dziur, więc akurat lewego nadgarstka nie da się spinować. Tym niemniej, nie ma co popadać w paranoję, myślę, że można polegać na solidnym pinie w lewym ramieniu i obręczy mocno osadzonej w korpusie działka.

Ostatnia przestroga na drogę: otworek w hamulcu wylotowym autodziałka jest przesunięty względem osi lufy! Było tak we wszystkich trzech, więc jest pewnie we wszystkich; zanim weźmiecie się za rozwiercanie lufy, zaznaczcie sobie skorygowany punkt pod wiertło.

h1

Wielcy Źli Szkoci

Lipiec 6, 2009

Zabawne, ale skończyłem te konwersje na dwa dni przed tym, jak CB wypuściło nowe pudło Galwegianów ;-)

Po pierwsze, jakoś nie podobała mi się nigdy obecność długiej broni siecznej w Infinity, zwłaszcza, że akurat u Szkotów cholernie przesadzili z rozmiarem. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam klingi wszelkiej maści, niektórymi lubię się tłuc, marzę o pielgrzymce do grobu Liechtenauera i tak dalej, ale akurat w tym świecie wszystko oprócz noży mi zgrzyta…
Wielonarodowy charakter Ariadny przyszedł z pomocą: zakładam, że pewnego razu Szkoci upili się ze zwiadowcami ze Specnazu i zaimponowało im nader kreatywne zastosowanie saperek w tych oddziałach. Oddali więc Claymory na żyletki i przerzucili się na walkę łopatami; po całkowitym wytrzeźwieniu, niektórym pomysł nie wydawał się już taki rewelacyjny, ale duma kazała wytrwać.
Doszli zresztą do wniosku, że wściekły, rudy, wywijający saperką maniak wzbudza znacznie większą trwogę, niż zwykły barbarzyńca z długim mieczem.

Po drugie, chciałem mieć dwóch Szkotów z czajnikami (czyt: czejn rajflami). Zdobyłem broń odcinając od niej żyletką rękę pani Muttawi i kombinowałem, co zrobić, by fajnie wyglądała na tej figurce z wyraźną chorobą stawów kończyn dolnych. Pierwszy pomysł był taki, by facet trzymał broń lufą w górę obiema rękami, ułożonymi z grubsza jak w oryginale. Potem przyszedł mi do głowy ten eksperyment z saperkami, więc ustawiłem broń lufą w dół, w opuszczonej prawej ręce. Ułożyła się niemal idealnie wzdłuż nogi, między fałdami kiltu. Zwolnioną lewą rękę zostawiłem w zamachu (choć nadal nie łapię, po co komu taki głęboki zamach).
Żeby nie mnożyć problemów, postanowiłem spinować czajnik do ciała, a przedramię, jako że lżejsze, przykleić tylko do chwytu broni i łokcia. Wywierciłem płytkie otwory (milimetr- półtora) w zaciśniętej prawej dłoni Szkota, od góry i dołu. Wyciąłem środkowy fragment chwytu, zostawiając tyle, by pasowało do otworów w dłoni i rozgiąłem kabłąk (niestety, straciłem zdjęcia z tego etapu pracy ). Okazało się, że trzeba lekko zeszlifować broń, by sensownie ułożyć przedramię (chain na bardziej skomplikowany kształt niż ręka, więc łatwiej jego dopasować do niej niż odwrotnie). Przykleiłem przedramię do broni i dogiąłem kabłąk, celując w drugą z dziur w dłoni. Potem pozostało wywiercić dziury pod pin, mocujący czajnik z ręką do brzucha Szkota.


Saperki powstały ze starej karty magnetycznej. Wyciąłem kształty mniej więcej, oszlifowałem, naciąłem ostrza wzdłuż przez środek i zgiąłem lekko. Jedna z łopat miała być w pozycji spoczynkowej, więc dokleiłem od wewnątrz trójkątny kawałek cieńszej karty magnetycznej (telefoniczna dobrze się nadaje) i na to nakleiłem przyciętą rękojeść miecza oderżniętego od plecaka tego Szkota z czajnikiem. Drugą łopatę chciałem mieć w układzie roboczym, więc przewierciłem w ostrzu dziurę i przykleiłem je do spinacza, zgiętego pod kątem prostym i uciętego tuż za zgięciem. Powstały ząbek wszedł w dziurę, wzmacniając całość.

Dokleiłem też z boków dwa małe kawałki cienkiego plastiku, by się upewnić, że będzie trzymało. Nie skracałem spinaczowego trzonka od razu, nie mając pojęcia, ile właściwie będzie potrzebne. Pozostało wypełnić powstałe przy zginaniu ostrzy szczeliny ciastem i było po krzyku.

Długo móżdżyłem, gdzie najlepiej zawiesić saperkę Szkotowi z czajnikiem, aż padło na lewą szelkę plecaka. Nałożyłem na figurkę trochę ciasta i na chwilę wepchnąłem zwilżoną saperkę na miejsce. Wypełniacz jest w tym miejscu mało widoczny, bo zasłania go lewa ręka modelu i udaje fałdę kiltu, głównie dlatego zresztą umieściłem łopatę właśnie tu. Przykleiłem saperkę i nałożyłem przy zgięciu trzonka małą kulkę ciasta, rozpłaszczając ją wykałaczką w pierścień. Gdy stężał, dołożyłem dwa paski, biegnące do szelki. Ten prostszy był skończony.


Od prawej reki tego drugiego odciąłem rękojeść miecza przy kciuku i wywierciłem tam otwór pod trzonek saperki, celując tak, by był w jednej osi z głowicą miecza, która wystawała z drugiej strony. Wydawał się trochę płytki, jak na mocowanie odstającego elementu, ale głębiej bałem się wiercić, by dłoń się nie rozpadła :-/ Włożyłem w otwór kawałek drutu i przymierzałem przedramię do łokcia, by mieć pojęcie, jak ułoży się saperka. Wybrałem optymalne położenie i przypiąłem element do reszty modelu. Pozostało przyciąć trzonek, przykleić i nałożyć nań nieco ciasta, udającego uchwyt (zacieranie śladów; spinacz miał mniejszą średnicę niż rękojeść Claymora). Początkowo zamierzałem przykleić saperkę spodnią stroną ostrza w dół, ale jakoś kiepsko to wyglądało, więc zrobiłem na odwrót. Dodatkowa korzyść jest taka, że, patrząc na Szkota od przodu, można dostrzec detale na ostrzu saperki.


FREEDOOOM!!

Większe powierzchnie kleiłem przezroczystym Poxipolem 10 min. a mniejsze cyjanoakrylem Pattex S.O.S. (polecam, wygląda jakby miał zaschnąć w tubce po pierwszym użyciu, ale trzyma się świetnie i używa wygodnie). Użyte ciasto to dwuskładnikowy kit hydrauliczny Technicoll. Lubię go ze względu na dużą lepliwość, krótki czas wiązania (ok. 30-40 minut) i znaczną twardość potem.


h1

Specnaz

Lipiec 3, 2009

Mam talent do utrudniania sobie życia… pomyślałem, że skoro Szkoci po pijaku zapożyczyli saperki od Specnazu, to głupio by było, gdyby ci drudzy ich nie nosili.
Feler w tym, że Zwiadowców miałem już pokonwertowanych i gotowych do malowania, więc kombinowałem tak, by saperki dodać możliwie małym wysiłkiem ;-)

Najpierw należało je jednak zrobić, więc powycinałem znów nieco karty magnetycznej.


Jedną spróbowałem zrobić możliwie podobną do sprzętu, którego Specnaz rzeczywiście używa, więc dodałem jej stały trzonek z wykałaczki i dołożyłem więcej ciasta.

Ta poszła na podstawkę snajpera. Kilka minut wybierałem miejsce, chcąc, by była widoczna, ale nie za bardzo i by nie przeszkadzała w chwytaniu za podstawkę.

Z drugą było ciut więcej roboty, bo postanowiłem umieścić ją w ręce pani Zwiadowiec z e/maulerem.

Nie odeszło się bez oderwania przedramienia; odciąłem głowicę i większość drzewca tego czegoś, zostawiając kawałek wystający z dłoni. Drzewce skróciłem i wkleiłem w otwór, wywiercony między palcami; dłoń miała być obrócona o 90 stopni w stosunku do oryginału i opierać się na poprzeczce, wieńczącej trzonek saperki.


W drugim końcu starego drzewca e/młotka wypiłowałem mały schodek i tam wkleiłem ostrze. Przedramię przypiąłem nowym pinem do łokcia a lekko ścięty czubek ostrza do drugiego dna podstawki i obłożyłem ciastem, by się to wszystko w miarę trzymało. Wzmocniłem nim też lekko spoinę między trzonkiem a ostrzem. Wyszło nawet nieźle, tyle, że model stracił broń, więc położę mu w tej kałuży na podstawce minę przeciwpancerną ze starego zestawu niemieckich saperów Revella, jak tylko to draństwo znajdę.

Tymczasem zostałem z głowicą e/maulera. Dokleiłem do niej kawałek spinacza, a nań mały papierowy prostokąt i porcję ciasta, by udawały płytkę, widoczną na trzonku i to takie coś, za co figurka go trzymała.

Miałem znów e/mauler i żal mi było nie mieć Zwiadowcy z tą bronią, więc zrezygnowałem z wręczania saperki trzeciemu, temu w masce (i tak nie mogłem wymyślić, gdzie by dobrze wyglądała), by zastąpić ją maulerem na podstawce: chciałem go w nią wbić pod kątem, gdzieś przy stopach modelu, by tworzył minimalną przeciwwagę dla silnie wychylonej figurki. Nie mogłem się jednak zdecydować na optymalne miejsce i pomysł upadł. Umocowałem go więc za prawym ramieniem, pod mniej więcej takim kątem do poziomu jak lufa sztucera i muszę powiedzieć, że bardzo mnie to satysfakcjonuje estetycznie :-) . Mocowanie jest trochę oszukane, bo uciąłem drzewce e/młotka nieco za długie, zgiąłem jego końcówkę i wkleiłem ją w głęboką dziurę wywierconą w łopatce figurki, zacierając potem ślady ciastem ułożonym w dodatkowa fałdę pałatki. Dodałem też ciastowy pasek, który udaje, że trzyma mauler przy plecaku.

Kosztowało trochę dodatkowej pracy, ale posiadam teraz parę modeli uzbrojonych na odwrót, o czym, pozostaję w nadziei, będą zapominać przeciwnicy ;-D

Czwarty Zwiadowiec wymaga dodatkowego komentarza, bo to oczywiście była Uxia. Dążę do skompletowania pełnego stanu wszystkich jednostek Ariadny, które mogą infiltrować, więc idealnym dodatkiem do istniejącej trójki był Scout z Boarding Shotgunem.

Najważniejszą sprawą było ugięcie nóg i opuszczenie prawej ręki; jedno i drugie odciąłem; nogę w biodrze, rękę w łokciu, uprzednio oskrobawszy przedramiona ze swetra.



:-P

Przygiąłem też lekko lewą nogę w biodrze, by postać wyglądała na pochyloną, po czym wyrwałem spory kawałek metalu spod kolana pilnikiem, zgiąłem nogę, wypełniając zamykającą się szczelinę klejem. Na koniec uzgodniłem położenie stopy i przykleiłem nową nogę na sztyfcie. Niestety nie pomyślałem, że przy takim zabiegu konieczne jest lekkie skrócenie uda, by całość zachowała proporcje. W połączeniu z tym, że zgięcie wyszło mi trochę poniżej kolana, dało to kilometrowe udo i dziwnie krótką łydkę.

Nie do końca udało się wybrnąć; usunąłem części nagolennic poniżej kolan i przedłużyłem je trochę w górę za pomocą ciasta, po czym oszlifowałem powstały nakolanek tak, by sugerował, że noga jest zgięta wyżej niż w rzeczywistości. Na koniec dodałem na wysokości kolan te śmieszne poduszki, które mają na stawach stare modele Ariadny. Pogrubiłem też nieco uda Uxii, by przywrócić nieco proporcje. Nadłożyłem jej też nieco pośladków, bo przez to pochylenie, jakby zupełnie straciła krągłość w tym rejonie ;-P

Z ręką nie było problemów, najpierw przykleiłem dłoń ze śrutówką, potem przedramię do łokcia, oba kawałki na sztyftach. Lufę skierowałem w dół, taki był chyba najlepszy kompromis między fajnością a funkcjonalnością. W ramach wzmacniania spoiny napchałem ciasta między napierśnik a rękę od spodu i góry, formując ją w kształt kolby opartej w łokciu. Nałokcice ukryłem pod ulepionymi podwinięciami rękawów.

Pozostała sprawa pałatki; usunąłem z grubsza kucyki i czapkę, nadłożyłem ciasta, by zrobić normalne czoło i, gdy zastygło, zacząłem kombinować nad pałatką. Plan był taki, żeby była mocno pofałdowana, zasłaniała naramienniki i trochę łokcie, ale za to odsłaniała plecy, bo żal mi było zakrywać fajny kawałek rzeźby. Rozwałkowałem kawałek ciasta plus minus w kształt półkola, nałożyłem na kark i ramiona, a za pomocą ołówka z wyłamanym grafitem ukształtowałem go w obszerne fałdy, starając się, by nie był nigdzie cieńszy niż milimetr. Mordowałem go, póki nie stężał na tyle, że się nie dało ;)



Potem dodałem kaptur. Pracowałem głównie wykałaczką i zadbałem od głębokie podcięcie między kapturem a głową, by było miejsce na ewentualne włosy. Wyszedł mi znacznie za duży, więc kilkukrotnie startowałem do niego z pilnikiem, aż zmalał do sensownych rozmiarów. Całościowy efekt wyglądał nie dość powiewająco, więc dodałem dodatkowe fałdy wzdłuż brzegów, zaginając je na ostrzu nożyka. Ustaliłem, że wiatr wieje na figurkę z jej prawej strony; na pewno nie cała pałatka sugeruje właśnie ten kierunek, ale to moja pierwsza próba z rozwianym materiałem ;-)

Przedostatnim elementem konwersji, była chusta na twarz. Nałożyłem na figurkę trójkątny kawałek ciasta, dość cienki, by odznaczał się np. nos, i wepchnąłem dwa z jego końców pod brzegi kaptura. Fałdy dodałem cienką, okrągłą drzazgą, przyciskając jej czubek do powierzchni ciasta (ostrym końcem w stronę brzegu kaptura). Próbowałem zachować kierunek wiatru, wyszło mniej więcej.
Na koniec zostawiłem element, który budził we mnie obawę – włosy. W życiu nie próbowałem zrobić luźnego kosmyka włosów :-/ Zacząłem od bardzo cienkiego (ok. o.2 mm) kawałka ciasta, który wcisnąłem pod brzeg kaptura. Pozwoliłem mu stwardnieć i zalałem spoinę cyjanoakrylem.

Potem nałożyłem na to kolejny cienki płatek ciasta i nożem podzieliłem go na poszczególne pasma włosów, tak samo postępując z drugą stroną pierwszego kawałka ciasta. Gdy i to stwardniało, dodałem kilka niesfornych kosmyków z pojedynczych nitek ciasta, wepchniętych pod brzeg kaptura. Na koniec wzmocniłem wszystko smarując lekko superklejem.

Niestety, całe moje rzeźbienie opiera się głównie na czekaniu aż masa stwardnieje, by móc dodać następną jej odrobinę – niczego nie umiem akceptowalnie zrobić bez twardej podstawy. Szczerze podziwiam artystów, którzy wyciągają całe postaci z wciąż miękkiego tworzywa. Jakieś czary, ani chybi.
Po przyklejeniu do podstawki pozostało jeszcze dorobienie typowo ariadniackich podeszew; ułożyłem wokół buta wałek z ciasta ze zgrubieniami w dwóch kluczowych miejscach (za palcami i na zapiętku) i rozpłaszczyłem na bucie, nadmiar spychając w dół i rozsmarowując na podstawce.

Model trochę pracy kosztował, więc gdy przyszło do dodawania saperki, zdobyłem się jedynie na przyklejenie wyciętego ostrza do kawałka drutu z gałką na czubku i umocowanie tego przy pasku. Z rozpędu zrobiłem jeszcze szczątkowy pendent.
Ekipa zwiadowców czeka na warstwę farby. W planach mam pomalowanie ich pałatek w szkocką kratę :-D To kolejny skutek tej pamiętnej ruso-celtyckiej popijawy, jakby się kto pytał ;-)

h1

Wybebeszona zapalniczka

Lipiec 3, 2009

Recykling inaczej :P

Podczas jednego spaceru, można zebrać tuzin, a chowają w sobie masę skarbów.
Polecam zwłaszcza wersje do powtórnego napełniania, te chowają więcej.

Jedna z części świetnie się nadaje na łuski dużego kalibru, wszystkie mile wzbogacą makietę s-f.
Pozdro Pogodynie :)

h1

Obrzyn.

Kwiecień 13, 2009

He he he, zanim zaczniesz czytać, przypomnij sobie, czy rzuciło Ci się w oczy coś-nie-tak z multikaemem mojego Squalo.

Jeśli tak, brawo za spostrzegawczość! teraz wolno podjąć lekturę :D

Pomysł o ograniczonym zastosowaniu, choć dla Squalo w sam raz. Po wycięciu palców lewej dłoni z uchwytu multikaemu zostajemy z ziejącą dziurą. Żaden problem oczywiście, kawałek plastiku, okruch ciasta i po robocie, ale jest alternatywa; ano, czemu by nie skrócić karabinu? Chciałem by Squalo trzymał go w jednej ręce, nieco odwiedzionej od tułowia, a lufę kierował w górę. Niestety oryginalna długość broni sprawiała, że nie wyglądało to dobrze. Tak długa giwera w jednej łapie powinna być skierowana w dół albo pionowo w górę, by nie trąciła plastikową zabawką.

Wybrałem fragment którego chciałem się pozbyć (jakieś 4mm), narysowałem dwie równoległe kreski i, zaczynając od spodniej strony, by nie uszkodzić górnego chwytu, odciąłem kawałek z wylotem lufy. Oczywiście krzywo mi wyszło ;-P


Wyciąłem więc ile było trzeba i resztę wyrównałem pilnikiem. Tu też szło mi krzywo; wniosek, że czwarta nad ranem to nieoptymalna pora na precyzyjną robotę. W konsekwencji spoina jest na ukos. Połączyłem dwa elementy krótkim pinem, dodałem ciasta gdzie trzeba i na koniec oszlifowałem na gładko.


Jak dla mnie, wygląda przyzwoicie i na pewno mniej nieprawdopodobnie. Znajomym musiałem zwracać uwagę na ślad po robocie, bo nie zauważali, więc zabieg jest raczej kosmetyczny, ale myślę, że warto. Pamiętajcie, by odcinać plasterki kaemu w kolejności od lufy, wtedy jest za co wygodnie trzymać.

h1

PanOckie naramienniki.

Kwiecień 8, 2009

Na zdjęciach widać, że dodałem mojemu robotowi naramienniki o kształcie ściągniętym od Hospitallera. Szczegół, że korzystałem z ilustracji w podręczniku a nie zdjęcia figurki i wydało mi się, że ten naramiennik ma ość przez środek ;-) Spodobało mi się w międzyczasie, więc zostanie :-P
Wykonanie naramiennika kłopotów nie nastręcza, trzeba tylko wiedzieć który etap krzepnięcia ciasta do czego się nadaje. Póki co nie mam zdjęć z tego zabiegu, ale w przy okazji dodam.

Na początek nawiercamy płytko ramię modelu, który chcemy wyposażyć w dodatkowy kawałek zbroi i mieszamy porcję masy. Póki świeża, nakładamy nieco na nawiercone ramię, lekko wcierając w wywiercone otwory. Wałkujemy pozostały kawałek ciasta do grubości ciut większej niż ta, którą chcemy nadać naramiennikowi i skalpelem wycinamy w miarę dokładnie kształt naramiennika.

Czekamy krótką chwilę, by masa zaczęła wiązać i nakładamy przygotowany naramiennik na wcześniej wysmarowane ramię, dociskając go lekko, by zapewnić dobre połączenie obu porcji masy. Zapewne lekko zniekształci nam to płytę, więc oklepujemy go dookoła płaskim narzędziem, by odzyskał kształt.

Teraz pijemy w spokoju herbatę, bo gdy masa będzie bliska stwardnieniu łatwiej nadamy rzeźbionemu elementowi ostre krawędzie i ukształtujemy ość na środku (jeśli komuś się spodobała; wystarczy wziąć gładzik dentystyczny czy coś w ten deseń i lekko przyciskając do powierzchni naramiennika wykonać kilka ruchów od brzegów płyty do środka a następnie, dociskając łopatkę nieco mocniej, uformować ściągnięte przed chwilą zgrubienie na środku w centralną ość. Na tym etapie możemy też poprawić brzegi naramiennika, jeśli nie są wystarczająco kanciaste. Trzeba wykonać parę ruchów łopatką od środka na zewnątrz płytki pod lekkim naciskiem i znów oklepać brzegi, układając łopatkę prostopadle do powierzchni płyty.

h1

Kulkowe przeguby PanO.

Kwiecień 8, 2009

Opis ich wykonania jest w tekście o Squalo; czytając nie mogliście jednak nie pomyśleć, że da się w ten sposób pobawić także przegubami PanOckowiej HI. I słusznie, pracując dokładnie tak samo, tyle że wiertłami o mniejszej średnicy, możemy ożywić Rycerzy, Orców, Gwardzistów a może nawet Palboty ;-)

Wyżywałem się w ten sposób na Szpitalniku. Dwie rzeczy można potraktować inaczej, z racji mniejszej skali: a) Nie trzeba wypełniać odwiertu na kulkę, zazwyczaj samo wiertło nadaje mu znośny kształt; b) Możemy najpierw skleić kończynę, a dopiero potem, z zewnątrz nawiercić staw pod wzmacniający sztyft. Trzeba tylko dać klejowi dość czasu na zakrzepnięcie, by nie krzywdził nam wiertła i wiercić delikatnie, przytrzymując oba sklejone elementy razem, by świeża spoina nie musiała przenosić skrętnych obciążeń. Wiertłem sprawdzamy głębokość dziury, docinamy odrobinę krótszego pina, wpychamy na kleju (odradzam tu cyjanoakrylaty, do wsunięcia jest więcej niż zazwyczaj i zdarza im się wiązać zanim sztyft wejdzie do końca), dopychamy innym kawałkiem tego samego drutu, by nie wystawał a potem wypełniamy ubytek ciastem i szlifujemy na gładko. Wiercenie w ten sposób jest mniej wygodne, ale unikamy przykrości, gdy wiertło nam się lekko omsknie i pin nie pozwoli na sklejenie elementów jak należy.

h1

Warkoczowate mięśnie

Kwiecień 6, 2009

Motyw obecny na wielu modelach, zwłaszcza PanOcki i YuJing, bardzo efektowny, a łatwiejszy do wykonania niż mogłoby się wydawać. Niestety nie zrobiłem dobrych fotek podczas pracy nad Squalo, więc zamieszczam prowizorkę. Wymienię je na bardziej realne, gdy znów coś takiego zrobię ;-)

Najpierw powinniśmy wyrównać sobie powierzchnię, na której będą się trzymać warkocze muskulatury, jeśli zachodzi taka potrzeba. Tu zachodzi:

Świeżo zagniecione ciasto formujemy w kawałki w kształcie walca, stożka lub wrzeciona, zależnie od tego jak chcemy ukształtować mięsnie.

Układamy wałek w stosownym miejscu i lekko rozpłaszczamy jego brzegi, by się przylepił do podłoża.

Zostawiając miejsce na jedno włókno, układamy obok kolejne, przyklejamy i dokładamy kolejne, z każdym razem zostawiając miejsce na jeden warkocz pomiędzy. Odkładamy model na chwilę, by masa lekko stężała i łatwiej się z nią pracowało. Gdy konsystencja wyda się nam w sam raz, nacinamy włókna do jakichś trzech czwartych grubości ukośnie trzymanym lancetem, skalpelem, lub jeśli wolimy, zaostrzonym kawałkiem plastiku i wędrujemy wzdłuż włókna nacinając raz z prawej raz z lewej, zawsze pod kątem do poprzedniego cięcia. Na koniec możemy lekko uklepać powierzchnię warkocza, jeśli wyda się nam zbyt wypukła.


Odkładamy by stwardniało całkiem. Potem wyrabiamy nową porcyjkę masy, rolujemy nowe wałki i dokładamy je we wcześniej pozostawione szpary; dociskamy lekko wzdłuż brzegów, by zostały każde na swoim miejscu i wykonujemy warkoczowaty wzorek jak wyżej.


Rzeźbienie włókien w dwóch rzutach powinno nas uchronić przed przypadkowym rujnowaniem już wykonanych warkoczy przy pracy nad kolejnymi, sąsiednimi; praktycznie zawsze, gdy coś lepię, zdarza mi się zapomnieć i rozpłaszczyć przed chwilą ukształtowaną partię modelu podczas pracy nad kolejnym kawałkiem. Jeśli umiecie się ustrzec przed niedbalstwem, oszczędzicie sobie czasu, rzeźbiąc wszystkie włókna naraz.
Zanim zaczniemy pracę, warto się jeszcze zastanowić, jak ma biec deseń poszczególnych włókien: jak literka V, jak lambda, a może na przemian tak i owak :)
Jednolity wzór zwęża optycznie tę stronę, w którą zwrócony jest wierzchołek, naprzemienny nieco skraca i pogrubia. Sprawia tez, że element wydaje się bardziej płaski. Popróbujcie, zobaczcie.

h1

Powierzchnie pod kleje epoksydowe

Marzec 9, 2009

Taki prosty pomysł: gdy kleimy żywicą elementy na tyle duże, że na powierzchni spoiny zmieści się coś oprócz odwiertu pod sztyfcik, warto płytko nawiercić klejone okolice w kilku punktach. Dzięki temu osiągamy większą powierzchnię sklejenia i czystszą spoinę, bo ew. nadmiar kleju wciśnie się przynajmniej częściowo w nasze otworki, zamiast wypływać na zewnątrz i brudzić nam figurkę.

h1

Piny równoległe.

Marzec 9, 2009

Jeśli mamy ochotę chwycić coś dwoma pinami zamiast jednego, tylko trochę strach, bo jak wyjdą zezowate to mogiła, robimy tak: Wiercimy pierwszy otwór i wkładamy w niego dopasowany grubością kawałek drutu, prostego(!). Wysuwamy wiertło z uchwytu, i chwytamy je nieco dłużej niż zazwyczaj, celujemy w miejsce, gdzie ma być pożądany drugi otwór, ustawiamy równolegle do wystającego po sąsiedzku kawałka drutu po czym ostrożnie wiercimy. I po strachu :-)

h1

Piła z żyletki.

Marzec 9, 2009

Żadną włośnicą nie zrobimy tak oszczędnego cięcia, jak zwykłą żyletką.

Disclaimer: to też nie jest mój pomysł, ściągnąłem to ze starego poradnika dla modelarzy redukcyjnych. Był to sposób na rozcinanie owiewek w modelach samolotów.

Układamy żyletkę wzdłuż brzegu czegoś sztywnego (np. karty magnetycznej) i całość kładziemy wzdłuż brzegu czegoś twardego (np. parapetu).

Ostrym pilnikiem, najlepiej trójkątnym lub soczewkowatym w przekroju, wykonujemy ciasno koło siebie ułożone nacięcia, prostopadle do długości i pod ostrym kątem do płaszczyzny ostrza. Uważamy na palce!

Na koniec odwracamy żyletkę i płaskim pilnikiem zbieramy powstałe na spodzie zadziory.

Wbrew naszej kulturze robienia rzeczy rękami, łatwiej jest (dla praworęcznych rzecz jasna) pracować od prawej do lewej, opierając na pilniku palec lewej dłoni, przytrzymującej żyletkę, robimy wtedy mniejsze odstępy między nacięciami.

Póki żyletka nam się nie złamie mamy fantastycznie precyzyjną piłkę. Jej rozmiary utrudniają wprawdzie używanie, ale czasem warto poświęcić nieco wygody dla mniejszych strat na materiale.
Próbując kilka razy znajdziecie odpowiednią dla Waszych prac głębokość i gęstość nacięć oraz optymalną długość ząbkowanego odcinka. Zwykle nie da się tym piłować długimi pociągnięciami, więc 2-3cm wystarczą. Tutaj napiłowałem dłużej i wyszły mi trochę za głębokie nacięcia pod koniec.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.