Mam talent do utrudniania sobie życia… pomyślałem, że skoro Szkoci po pijaku zapożyczyli saperki od Specnazu, to głupio by było, gdyby ci drudzy ich nie nosili.
Feler w tym, że Zwiadowców miałem już pokonwertowanych i gotowych do malowania, więc kombinowałem tak, by saperki dodać możliwie małym wysiłkiem
Najpierw należało je jednak zrobić, więc powycinałem znów nieco karty magnetycznej.


Jedną spróbowałem zrobić możliwie podobną do sprzętu, którego Specnaz rzeczywiście używa, więc dodałem jej stały trzonek z wykałaczki i dołożyłem więcej ciasta.

Ta poszła na podstawkę snajpera. Kilka minut wybierałem miejsce, chcąc, by była widoczna, ale nie za bardzo i by nie przeszkadzała w chwytaniu za podstawkę.

Z drugą było ciut więcej roboty, bo postanowiłem umieścić ją w ręce pani Zwiadowiec z e/maulerem.

Nie odeszło się bez oderwania przedramienia; odciąłem głowicę i większość drzewca tego czegoś, zostawiając kawałek wystający z dłoni. Drzewce skróciłem i wkleiłem w otwór, wywiercony między palcami; dłoń miała być obrócona o 90 stopni w stosunku do oryginału i opierać się na poprzeczce, wieńczącej trzonek saperki.


W drugim końcu starego drzewca e/młotka wypiłowałem mały schodek i tam wkleiłem ostrze. Przedramię przypiąłem nowym pinem do łokcia a lekko ścięty czubek ostrza do drugiego dna podstawki i obłożyłem ciastem, by się to wszystko w miarę trzymało. Wzmocniłem nim też lekko spoinę między trzonkiem a ostrzem. Wyszło nawet nieźle, tyle, że model stracił broń, więc położę mu w tej kałuży na podstawce minę przeciwpancerną ze starego zestawu niemieckich saperów Revella, jak tylko to draństwo znajdę.

Tymczasem zostałem z głowicą e/maulera. Dokleiłem do niej kawałek spinacza, a nań mały papierowy prostokąt i porcję ciasta, by udawały płytkę, widoczną na trzonku i to takie coś, za co figurka go trzymała.

Miałem znów e/mauler i żal mi było nie mieć Zwiadowcy z tą bronią, więc zrezygnowałem z wręczania saperki trzeciemu, temu w masce (i tak nie mogłem wymyślić, gdzie by dobrze wyglądała), by zastąpić ją maulerem na podstawce: chciałem go w nią wbić pod kątem, gdzieś przy stopach modelu, by tworzył minimalną przeciwwagę dla silnie wychylonej figurki. Nie mogłem się jednak zdecydować na optymalne miejsce i pomysł upadł. Umocowałem go więc za prawym ramieniem, pod mniej więcej takim kątem do poziomu jak lufa sztucera i muszę powiedzieć, że bardzo mnie to satysfakcjonuje estetycznie
. Mocowanie jest trochę oszukane, bo uciąłem drzewce e/młotka nieco za długie, zgiąłem jego końcówkę i wkleiłem ją w głęboką dziurę wywierconą w łopatce figurki, zacierając potem ślady ciastem ułożonym w dodatkowa fałdę pałatki. Dodałem też ciastowy pasek, który udaje, że trzyma mauler przy plecaku.

Kosztowało trochę dodatkowej pracy, ale posiadam teraz parę modeli uzbrojonych na odwrót, o czym, pozostaję w nadziei, będą zapominać przeciwnicy ;-D
Czwarty Zwiadowiec wymaga dodatkowego komentarza, bo to oczywiście była Uxia. Dążę do skompletowania pełnego stanu wszystkich jednostek Ariadny, które mogą infiltrować, więc idealnym dodatkiem do istniejącej trójki był Scout z Boarding Shotgunem.
Najważniejszą sprawą było ugięcie nóg i opuszczenie prawej ręki; jedno i drugie odciąłem; nogę w biodrze, rękę w łokciu, uprzednio oskrobawszy przedramiona ze swetra.


Przygiąłem też lekko lewą nogę w biodrze, by postać wyglądała na pochyloną, po czym wyrwałem spory kawałek metalu spod kolana pilnikiem, zgiąłem nogę, wypełniając zamykającą się szczelinę klejem. Na koniec uzgodniłem położenie stopy i przykleiłem nową nogę na sztyfcie. Niestety nie pomyślałem, że przy takim zabiegu konieczne jest lekkie skrócenie uda, by całość zachowała proporcje. W połączeniu z tym, że zgięcie wyszło mi trochę poniżej kolana, dało to kilometrowe udo i dziwnie krótką łydkę.

Nie do końca udało się wybrnąć; usunąłem części nagolennic poniżej kolan i przedłużyłem je trochę w górę za pomocą ciasta, po czym oszlifowałem powstały nakolanek tak, by sugerował, że noga jest zgięta wyżej niż w rzeczywistości. Na koniec dodałem na wysokości kolan te śmieszne poduszki, które mają na stawach stare modele Ariadny. Pogrubiłem też nieco uda Uxii, by przywrócić nieco proporcje. Nadłożyłem jej też nieco pośladków, bo przez to pochylenie, jakby zupełnie straciła krągłość w tym rejonie ;-P
Z ręką nie było problemów, najpierw przykleiłem dłoń ze śrutówką, potem przedramię do łokcia, oba kawałki na sztyftach. Lufę skierowałem w dół, taki był chyba najlepszy kompromis między fajnością a funkcjonalnością. W ramach wzmacniania spoiny napchałem ciasta między napierśnik a rękę od spodu i góry, formując ją w kształt kolby opartej w łokciu. Nałokcice ukryłem pod ulepionymi podwinięciami rękawów.

Pozostała sprawa pałatki; usunąłem z grubsza kucyki i czapkę, nadłożyłem ciasta, by zrobić normalne czoło i, gdy zastygło, zacząłem kombinować nad pałatką. Plan był taki, żeby była mocno pofałdowana, zasłaniała naramienniki i trochę łokcie, ale za to odsłaniała plecy, bo żal mi było zakrywać fajny kawałek rzeźby. Rozwałkowałem kawałek ciasta plus minus w kształt półkola, nałożyłem na kark i ramiona, a za pomocą ołówka z wyłamanym grafitem ukształtowałem go w obszerne fałdy, starając się, by nie był nigdzie cieńszy niż milimetr. Mordowałem go, póki nie stężał na tyle, że się nie dało



Potem dodałem kaptur. Pracowałem głównie wykałaczką i zadbałem od głębokie podcięcie między kapturem a głową, by było miejsce na ewentualne włosy. Wyszedł mi znacznie za duży, więc kilkukrotnie startowałem do niego z pilnikiem, aż zmalał do sensownych rozmiarów. Całościowy efekt wyglądał nie dość powiewająco, więc dodałem dodatkowe fałdy wzdłuż brzegów, zaginając je na ostrzu nożyka. Ustaliłem, że wiatr wieje na figurkę z jej prawej strony; na pewno nie cała pałatka sugeruje właśnie ten kierunek, ale to moja pierwsza próba z rozwianym materiałem

Przedostatnim elementem konwersji, była chusta na twarz. Nałożyłem na figurkę trójkątny kawałek ciasta, dość cienki, by odznaczał się np. nos, i wepchnąłem dwa z jego końców pod brzegi kaptura. Fałdy dodałem cienką, okrągłą drzazgą, przyciskając jej czubek do powierzchni ciasta (ostrym końcem w stronę brzegu kaptura). Próbowałem zachować kierunek wiatru, wyszło mniej więcej.
Na koniec zostawiłem element, który budził we mnie obawę – włosy. W życiu nie próbowałem zrobić luźnego kosmyka włosów :-/ Zacząłem od bardzo cienkiego (ok. o.2 mm) kawałka ciasta, który wcisnąłem pod brzeg kaptura. Pozwoliłem mu stwardnieć i zalałem spoinę cyjanoakrylem.

Potem nałożyłem na to kolejny cienki płatek ciasta i nożem podzieliłem go na poszczególne pasma włosów, tak samo postępując z drugą stroną pierwszego kawałka ciasta. Gdy i to stwardniało, dodałem kilka niesfornych kosmyków z pojedynczych nitek ciasta, wepchniętych pod brzeg kaptura. Na koniec wzmocniłem wszystko smarując lekko superklejem.

Niestety, całe moje rzeźbienie opiera się głównie na czekaniu aż masa stwardnieje, by móc dodać następną jej odrobinę – niczego nie umiem akceptowalnie zrobić bez twardej podstawy. Szczerze podziwiam artystów, którzy wyciągają całe postaci z wciąż miękkiego tworzywa. Jakieś czary, ani chybi.
Po przyklejeniu do podstawki pozostało jeszcze dorobienie typowo ariadniackich podeszew; ułożyłem wokół buta wałek z ciasta ze zgrubieniami w dwóch kluczowych miejscach (za palcami i na zapiętku) i rozpłaszczyłem na bucie, nadmiar spychając w dół i rozsmarowując na podstawce.

Model trochę pracy kosztował, więc gdy przyszło do dodawania saperki, zdobyłem się jedynie na przyklejenie wyciętego ostrza do kawałka drutu z gałką na czubku i umocowanie tego przy pasku. Z rozpędu zrobiłem jeszcze szczątkowy pendent.
Ekipa zwiadowców czeka na warstwę farby. W planach mam pomalowanie ich pałatek w szkocką kratę
To kolejny skutek tej pamiętnej ruso-celtyckiej popijawy, jakby się kto pytał
